Karmienie piersią

KARMIENIE PIERSIĄ – OCZEKIWANIA, A RZECZYWISTOŚĆ

grafika KP

Karmienie piersią – oczekiwania, a rzeczywsitość

Odkąd pamiętam, zawsze gdy widziałam kobietę karmiącą piersią zalewała mnie fala czułości, miłości i myśli napływały do głowy- jakie to jest piękne! Ten maluch wpatrzony i wtulony w pierś mamy, czujący wzajemnie swój zapach. No taki mały lemurek do schrupania. Jeszcze przed planami zajścia w ciążę wiedziałam, że tylko jeżeli będę mogła to bardzo chcę w przyszłości karmić piersią swoje dziecko. Muszę się przyznać, że wtedy, nie będąc mamą, tylko obserwatorką nie potrafiłam zrozumieć kobiet, które od początku są przekonane, że nie chcą karmić piersią swojego maluszka. Jak one tak mogą? Przecież to jest takie piękne, przyjemne- to sama miłość!

Rzeczywistość jednak bywa okrutna, o czym po raz kolejny przekonałam się na własnej skórze. Moje marzenie co do karmienia piersią się spełniło.

Franciszka karmiłam do ukończenia przez niego 8 miesięcy. Moje oczekiwania co do kp były mam wrażenie kompletnie odklejone od rzeczywistości. Miałam wrażenie jakbym naoglądała się jakiś filmów z happy endem wierząc, że i w życiu zawsze każda historia kończy się szampańsko. Okazało się, że karmienie piersią to trudna sztuka. Historia rozpoczęła się już w szpitalu, gdy Franek mający strasznie silny odruch ssania doprowadził moje sutki do krwi. Ból w trakcie karmienia był solidny, jednak zagryzałam zęby, płakałam, ale karmiłam.

Położna laktacyjna pomagała, ale Franek już od samego początku pokazał, że w kwestii jedzenia jest w gorącej wodzie kąpany. 

 

Gdy był głodny (a mam wrażenie, że był ciągle…i w sumie tak mu zostało do teraz :P) to chciał już natychmiast się najeść, a że mieliśmy problem z tym żeby załapał zassanie piersi- to każde karmienie było związane z płaczem, histerią. Sutki były tak obolałe, że po radzie położnej zaczęłam karmić z nakładkami i było lepiej! Lepiej na chwilę, bo sutki bolały mniej, ale kompletnie nie mogliśmy się z Frankiem zgrać w kwestii karmienia. Ja płakałam, on płakał…KOSMOS. Najgorsze były dla mnie pierwsze trzy miesiące. Mam wrażenie, że cały ten okres spędziłam w sypialni lub w fotelu oferując synkowi posiłki. Niektórzy powiedzą to tylko trzy miesiące, chwila, moment. Dla mnie były to aż trzy miesiące, które w połączeniu z okresem połogu, hormonami itp. okazały się turbo trudne.

Najgorsze w karmieniu piersią było dla mnie to, że Franek musiał mieć super wygodną pozycję do karmienia, więc teoria ze karmienie piersią jest wygodne, bo bufet masz non stop ze sobą okazała się farsą.

Karmienie poza domem wiązało się dla mnie ze stresem, że będzie płakał, wykręcał się, no i ta nakładka, o której musiałam pamiętać, wyparzać itp. Generalnie mega upierdliwe były te nakładki, ale moje sutki były im mimo wszystko wdzięczne. Nie jestem w stanie policzyć ile razy mówiłam „mam to w…nosie, koniec, przechodzimy na mm”. Mimo wszystko przetrwałam, ale tylko i wyłącznie dzięki wsparciu Gutka, położnej i koleżanki. Wszystko co mówili, sprawdziło się …po 3 miesiącach jakby ktoś czarodziejską różdżką koszmar zamienił w ten piękny akt, o którym wspominałam na samym początku wpisu. Swoją drogą wciąż zastanawiam się, skąd mój mąż taki był obeznany w tej kwestii…hehe.

Generalnie zamysł tego wpisu był taki, że po pierwsze chciałabym przeprosić wszystkie kobiety których nie rozumiałam, że mogą nie chcieć karmić piersią. TERAZ w 100% rozumiem ich wybór. A na ten, składa się milion jeszcze składowych, o których ja, odbiorca z boku nie mam zielonego pojęcia dlaczego ich wybór jest taki, a nie inny. Dlatego, nie oceniajmy innych kobiet, nie bądźmy przysłowiowymi maDkami. Niech kobieta, drugiej kobiecie będzie wsparciem. Tym z was, które mają podobne początki w karmieniu piersią do mnie, życzę dużo siły, cierpliwości, wytrwałości i wiary, że to kiedyś minie. Jednak, pamiętajcie, że szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa mama. Bez szczęśliwej mamy, ten pociąg za daleko nie pojedzie. Jeżeli uważasz, że karmienie piersią cię wykańcza, zabiera pokłady energii i szczęścia- przemyśl to. Nie zważaj na nagonkę jaka się wytworzyła na karmienie piersią. Tak, dziecko jest ważne, ale TY też.  I tym optymistycznym akcentem muszę kończyć, bo Franek woła ;).

Jeśli podobał Ci się ten wpis – pamiętaj, żeby polubić nas na FACEBOOK’U oraz followować na INSTAGRAMIE.


A jeśli pragniesz mieć dostęp do najświeższych wpisów, poradników, e-booków, czy wywiadów ze specjalistami z dziedzin pokrewnych macierzyństwu i wychowywaniu dzieci – koniecznie zapisz się na nasz newsletter poniżej!

Dziękuję !

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *